
Amatorsko zdjęcia robię od 10 lat. Pierwszy raz chwyciłam za aparat czując narastającą samotność, gdy mieszkałam prawie 10 tysięcy kilometrów od domu, rodziny, przyjaciół i zmagałam się z szarą codziennością. Mieszkałam wtedy w Qingdao, w portowym mieście we wschodnich Chinach. Miasto piękne, aczkolwiek w tamtym momencie dla mnie nudne. Nadmorski kurort i już.
Długo nie myślałam o fotografii poważnie, nie miałam kogo zapytać o ustawienia parametrów, a nawet nieszczególnie mnie to interesowało. Poświęcałam za to długie godziny na włóczenie się po chińskiej plaży, wzdłuż wybrzeża Morza Żółtego i łapanie interesujących dla mnie chwil.
Oczywiście dzisiaj większość z tych zdjęć nie nadaje się do pokazania, ale pamiętam każde z nich i mają dla mnie dużą wartość, niosą ładunek emocjonalny z azjatyckiego okresu w moim życiu.
Przez lata tak właśnie robiłam zdjęcia. Intuicyjnie i amatorsko.
Dopiero gdy wzięłam udział w wakacyjnym kursie fotograficznym, coś zaczęło się zmieniać. Kilka miesięcy później z okazji 10 rocznicy przeprowadzki do Chin wybrałam się na warsztaty fotograficzne na Sri Lankę. Ten wyjazd był dla mnie istotny z kilku powodów.
Pierwszy, to ważna rocznica. Rocznica, która przypomina mi o trudnej decyzji, którą podjęłam wchodząc w dorosłe życie. O rezygnacji z tego co pewne i znane, na rzecz biletu w jedną stronę i wielkiej niewiadomej.
Ważny ze względu na marzenie o podróży do Indii. Z jakiegoś powodu już kilka razy wyjazd do Indii nie doszedł do skutku, stąd pomysł żeby polecieć na Sri Lankę i odwrócić złą kartę. Przecież Łza z policzka Indii, to już tylko jeden krok do mojego wymarzonego kraju.
Momenty, które zmieniają wszystko.
Na miejscu okazało się, że był ważny z jeszcze jednego powodu. Włócząc się po targu rybnym w Negombo, odwróciłam wzrok, a na przeciwko mnie stała piękna, dojrzała kobieta. Patrzyła mi prosto w oczy, cierpliwie czekając, aż uniosę aparat i zrobię jej zdjęcie. Nie powiedziała ani słowa, jednak wiedziałam, że o to jej chodziło. To były dla mnie bardzo ważne urywki sekundy.
Do tej pory robiąc zdjęcia raczej nie szukałam kontaktu z ludźmi. Krępowało mnie zakłócanie ich rytmu. Czułam, że wchodząc z aparatem w ich życie burzę na moment ich prywatność. Czułam, że tak nie wolno. Dlatego najczęściej byłam cichym obserwatorem starającym się nie zwracać na siebie uwagi. Przejmujące spojrzenie tej kobiety wyzwoliło mnie z tego ograniczenia.
Jej zgoda na wykonanie portretu wyznaczyła nowy etap na fotograficznej drodze mojego rozwoju. Wzbogaciła mnie. Jestem dumna z tego portretu. To duży krok do przodu.
Cieszę się, że to była właśnie Ona - sprzedawczyni ryb z Negombo.

