Podobno Azję można kochać, albo nie­na­wi­dzić. Mówi się, że pierw­sza wizyta zwia­stuje, które uczu­cie do tego regionu pozo­sta­nie w nas na zawsze. Nie­chęć może brać począ­tek z nie­wie­dzy, tak przy­naj­mniej wynika z moich obser­wa­cji. Gdy Euro­pej­czyk wyru­sza w podróż do Azji sądząc, że wszystko będzie wyglą­dało jak w domu, to gwa­ran­tuje mu natych­mia­stowe roz­cza­ro­wa­nie.

Pierw­sze godziny były trudne. To był gru­dniowy dzień, gdy wylą­do­wa­łam na lot­ni­sku w Peki­nie. Po wie­lo­go­dzin­nym locie i nie­przy­jem­nej prze­siadce w Moskwie, jedyne o czym marzy­łam to prysz­nic i sen. Idąc po walizkę prze­cho­dzący obok mnie Chiń­czyk splu­nął na moje zamszowe kozaki. Ktoś inny buch­nął dymem z zacią­gnię­tego papie­rosa pro­sto w moją twarz. Dookoła gło­śny tłum z któ­rego nie mogłam wychwy­cić zna­jo­mych dźwię­ków. Po wyj­ściu z lot­ni­ska poczu­łam ostry, prze­ni­kliwy kli­mat. W skó­rza­nej kurtce i jean­sach przy­le­cia­łam zwie­rzać Pekin, zupeł­nie nie zda­jąc sobie sprawy jak wygląda zima na Chiń­skim Murze! Było naprawdę zimno! Nie wie­dzia­łam, że po kilku dniach cze­kają mnie jesz­cze trud­niej­sze warunki atmos­fe­ryczne w por­to­wym mie­ście Qing­dao. W Qing­dao ostre gór­skie powie­trze mie­sza się z mor­ską bryzą two­rząc nie­po­wta­rzalny kli­mat, jed­nak dość ostry zimową porą. Pierw­sza chiń­ska kola­cja. Nie ma sztuć­ców? Jak to moż­liwe? Czy oni sza­nują swo­ich klien­tów? W takim razie zjem zupę. Łyżkę chyba dostanę, prawda? Tak­sówka do hotelu. Nie mówią po angiel­sku? Jak to nie mówią? W sto­licy wie­lo­mi­lio­no­wego kraju?

Podej­mu­jąc decy­zję o prze­pro­wadzce do Chin nie mia­łam z kim poroz­ma­wiać o podró­żach do Azji. Był 2007 rok, nikt z moich zna­jo­mych nie był w tej czę­ści świata. Wiele osób nawet odro­binę drwiłło, sły­sząc, że lecę do Chin. Co tam będziesz robić, jeść ryż i jeździć na rowe­rze? – pytali.

Dzi­siaj świat wydaje się być inny. Ludzie podró­żują bez więk­szych pro­ble­mów i z łatwo­ścią, o któ­rej mogłam wtedy poma­rzyć. Jedno pozo­staje nie­zmienne. Róż­nice kul­tu­rowe, o któ­rych na szczę­ście mówi się coraz wię­cej.

Jeśli tak jak ja w tam­tym momen­cie, wybie­rasz się do Azji – radzi­ła­bym, aby zadać sobie kilka pytań i szcze­rze na nie odpo­wie­dzieć.

LUBISZ PRÓBOWAĆ NOWYCH RZECZY?

Przy­znaję początki były męczące.

W mojej rodzi­nie nie było tra­dy­cji podró­żo­wa­nia, a wylot do Chin z bile­tem w jedną stronę, pod wie­loma wzglę­dami był dzie­wi­czy.

  • pierw­szy wie­lo­go­dzinny lot samo­lo­tem
  • pierw­szy posi­łek zje­dzony pałecz­kami
  • pierw­sza prze­jażdżka rik­szą czy tuk – tukiem
  • pierw­szy raz widzia­łam ludzi tylu róż­nych nacji
  • pierw­sze wypo­wie­dziane słowo po chiń­sku, taj­sku czy fili­piń­sku
  • pierw­szy raz sma­ży­łam żywe kre­wetki, które ucie­kały z woka, jadłam ogórka z dna morza, zwa­nego strzy­kwą, czy zupę z pta­sich gniazd
  • kar­mi­łam kro­ko­dyle, słonie czy tygrysa
  • zna­la­złam perłę w zło­wio­nej małży
  • ucie­ka­łam przed wystra­szo­nym stru­siem
  • zro­bi­łam sel­fie z tar­shi­rem
  • na wła­snej skó­rze poczu­łam co to kli­matyzowany przy­sta­nek auto­bu­sowy w 40 sto stop­nio­wym upale i szpi­tal wiel­ko­ści pol­skiego lot­ni­ska
  • byłam na pol­sko – fili­piń­skich zarę­czy­nach
  • zgu­bi­łam się w Hong Kongu
  • pozwo­li­łam zszyć dziurę w kola­nie, bez znie­czu­le­nia w taj­skim szpi­talu

Oczy­wi­ście doświad­czy­łam tego będąc w róż­nych kra­jach Azji i nie­ko­niecz­nie pod­czas pierw­szego dnia, jed­nak pewna goto­wość do pozna­wa­nia nowych rze­czy jest tutaj nie­zbędna. Jesli dostrze­gasz w sobie goto­wość do pró­bo­wa­nia nowych sma­ków, do obco­wa­nia z ludźmi, któ­rzy wyglą­dają ina­czej, ale w grun­cie rze­czy są tacy sami jak my – smuci i bawi ich to samo, to jesteś na dobrej dro­dze. Ruszaj w świat!

AZJA JEST RAJEM DLA OSÓB, KTÓRE LUBIĄ PRÓBOWAĆ NOWYCH RZECZY, KTÓRE SĄ OTWARTE NA NOWE, INNE I NIEZNANE. NIEMAL KAŻDEGO DNIA KONFRONTOWAŁAM ZASTANĄ RZECZYWISTOŚĆ.

BOISZ SIĘ RÓŻNIC KULTUROWYCH?

Podróże zmie­niają nas, czy tego chcemy czy nie. Posze­rzają per­spek­tywę widze­nia. Warto pozwo­lić sobie chło­nąć, obser­wo­wać bez oceny i próby wtła­cza­nia innych w ramy, które znamy. Nie­jed­no­krot­nie zła­pa­łam się na tym, że chcia­łam widzieć Chiny takie jak „powinny być”, czyli takie jak „u mnie”, „jak w domu”. Minęło tro­chę czasu zanim zda­łam sobie sprawę, że moje ocze­ki­wa­nia są głu­pie i bez­pod­stawne. I to był moment, w któ­rym zaczę­łam je pozna­wać, przy­glą­dać się im, dostrze­gać jak pięk­nie się róż­nimy.

Ktoś mógłby się obu­rzyć i z góry nega­tyw­nie oce­nić to co widzi na stole. Taka jest kul­tura jedze­nia w Chi­nach. Śmieci lądują koło tale­rza, nie na nim. Jest w tym logika. Talerz, na któ­rym jest posi­łek do końca pozo­staje czy­sty, a resztki leżą na stole. Pro­ste?

Swo­bodne, niczym nie­skrę­po­wane zacho­wa­nie Azja­tów może wpro­wa­dzić nie­jed­nego Euro­pej­czyka w osłu­pie­nie. Chiń­czycy pod­czas kola­cji gło­śno prze­żu­wają, cium­kają, obgry­zają kości, prze­krzy­kują się z peł­nymi ustami i rado­śnie ude­rzają w szkla­neczki pełne piw – krzy­cząc: Gan­bei! Co zna­czy – na zdro­wie! Wszyst­kie resztki lądują na stole, obok tale­rza, który pozo­staje czy­sty, tak aby móc nało­żyć kolejną pyszną por­cję. Na koniec uczto­wa­nia – uwaga – bekają! Jest to znak, że sma­ko­wało i nie należy się temu dzi­wić, ponie­waż to kom­ple­ment dla kucha­rza. Jeżeli chcą zabrać zupę na wynos, kel­nerka zlewa ją przy gościach do folio­wego woreczka, wiąże supe­łek i oddaje w ręce zado­wo­lo­nego klienta.

Teraz już wiesz dla­czego obrus był zabez­pie­czony folio­wym wor­kiem.

PIERWSZY DZIEŃ W AZJI, A CIEBIE PRZERAŻA TŁUM?

Ulice w azja­tyc­kich mia­stach zazwy­czaj są zatło­czone, rano, w ciągu dnia, czy nocą. wszę­dzie pełno ludzi bez względu na porę. Gdy pew­nego dnia, w jed­nym z dużych osie­dlo­wych mar­ke­tów zabra­kło koszy­ków, a ruchome schody do sklepu były wielką kolejką, pod­czas 30 stop­nio­wego upału i ogrom­nej wil­got­no­ści powie­trza, w któ­rym jesz­cze przed wyj­ściem uno­sił się zapa­chy chiń­skich ary­ku­łów – chcia­łam ucie­kać!

BRZYDZISZ SIĘ ULICZNEGO JEDZENIA LUB INTENSYWNYCH ZAPACHÓW?

Inten­sywne zapa­chy są wszę­dzie, zwłasz­cza latem. W skle­pie, na uli­cach, w środ­kach komu­ni­ka­cji miej­skiej. Po dłuż­szym cza­sie spo­ży­wa­nia dużej ilo­ści czosnku, zaczę­łam zasta­na­wiać się czy moja skóra też już tak pach­nie, jak u miej­sco­wych. Nie wiem na ile masz roz­wi­nięty zmysł węchu, jeśli tak jak ja, czyli bar­dzo – to w Azji możesz mieć nie­zły zapa­chowy rol­ler­co­aster.

Zoba­czysz wszę­do­byl­ski brud. Nie taki kil­ku­dniowy, lecz kilku roczny. Kle­isty, śmier­dzący, uciąż­liwy.

Toalety, które toa­let nie przy­po­mi­nają, bo por­ce­lana jest, ale na podło­dze, w for­mie dziury. Potrzebę zała­twiasz kuca­jąc, a w ścia­nie jest wąż z wodą do podmy­cia, lub wia­dro z meta­lo­wym ron­del­kiem, któ­rego należy użyć, aby zacho­wać czy­stość.

SZOK KULTUROWY I TAK CIĘ DOPADNIE, PIERWSZEGO DNIA, ALBO KOLEJNEGO, TO KWESTIA CZASU!

Podró­żu­jąc po prze­pięk­nej fili­piń­skiej wyspie Bohol dotar­łam na cmen­tarz. Kie­dyś, ktoś powie­dział, że jeżeli chce się poznać daną spo­łecz­ność warto poje­chać na cmen­tarz. Fak­tycz­nie lubię tam zaglą­dać. To, co tam zoba­czy­łam było dla mnie dużym zasko­cze­niem. Fakt, że wiele fili­piń­skich rodzin zamiesz­kuje cmen­tarze może dziwi. W naszej kul­tu­rze, to miej­sce tajem­ni­cze, nocą wręcz nie­bez­pieczne, lecz przede wszyst­kim dla wielu z nas miej­sce szcze­gólne, które wymaga nale­ży­tego sza­cunku. Fili­piny cią­gle są bied­nym kra­jem, w któ­rym wielu ludzi nie stać na wła­sne miesz­ka­nie. To główny powód dla któ­rego zamiesz­kują rodzinne gro­bowce, w zamian za to opie­kują się gro­bami cały rok. Opusz­czają te miej­sca pod­czas Święta Zmar­łych, gdy rodziny przy­jeż­dżają odwie­dzić groby bli­skich. To może dzi­wić, a nawet szo­ko­wać.

Widok zwę­glo­nych szcząt­ków ciał, worki pełne kości i roz­rzu­cone czaszki to było dla mnie dużo. Robiąc zdję­cia sta­ra­łam się doku­men­to­wać to, w moż­li­wie deli­katny spo­sób, nie odkry­wa­jąc przy tym wszyst­kich szcze­gó­łów.

Dla­tego tak ważny jest otwarty umysł, przy­ja­zne nasta­wie­nie i wyzby­cie się cią­głego oce­nia­nia – te trzy postawy bar­dzo uła­twiają podró­żo­wa­nie po Azji i życie w ogóle.

Tury­styczni nacią­ga­cze, tłok, wolna ame­ry­kanka na dro­dze, czy brud mogą zda­rzyć się wszę­dzie. Od Cie­bie zależy, czy dasz sobie zepsuć humor, czy powiesz z zacie­ka­wie­niem: „Ok, tak to tutaj wygląda” i pój­dziesz dalej z cie­ka­wo­ścią odkry­wać świat.

Dzi­siaj z per­spek­tywy ponad 15 lat od pierw­szej podróży do Azji, bli­skie mi są słowa Mary Ann Rade­ma­cher, która powie­działa:

Nie jestem tą samą osobą co dawniej, od kiedy widziałam księżyc po drugiej stronie świata.

Możesz również cieszyć się:

Zostaw komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *